Lut 27, 2017 / by Maria / Brak komentarzy

Autorem tego wpisu jest: Grzegorz Stachurski

Sędzia piwny, sensoryk i człowiek z tysiącem pomysłów na godzinę. Inicjator idei Poznańskich Targów Piwnych i współzałożyciel poznańskiego browaru Setka. Przygodę z rzemieślniczym piwem rozpoczął w 2011 roku, więc śmiało można powiedzieć, że jest już starym wypijaczem. Piwnymi ciekawostkami, anegdotkami i historiami sypie jak z rękawa, a spotkania, rozmowy i ludzie to jest to co napędza go do działania!

To co stało się na przestrzeni ostatnich paru lat w polskim piwowarstwie jest niesamowite i prawdopodobnie jest ewenementem na skale światową. Browary rzemieślnicze w zaledwie parę lat na zawsze zmieniły rynek piwny w Polsce. Piwowarzy rzemieślniczy sięgają po inspiracje smakowe do najdalszych zakątków świata, wymyślają zupełnie nowe nieznane jeszcze światu piwa, przełamali piwną nudę i hegemonie jednego smaku, ale też odtwarzają stare zapomniane receptury. Krótko mówiąc – uczą nas, że piwo może mieć więcej obliczy. Właśnie dzięki temu piwowarstwo rzemieślnicze zyskało tylu entuzjastów i odmieniło nudny jak do tej pory świat polskiego piwa. Dziś możemy świętować ich pomysłowość i odwagę szeroką gamą piw dostępnych na sklepowych półkach i lejących się z niezliczonych kranów polskich pubów.

fot. Sascha Wenninger
fot. Sascha Wenninger

Jednak pomimo niepodważalnych i imponujących osiągnięć dla polskiego piwa zauważam, że wpływ browarów rzemieślniczych jest nie tylko pozytywny. Moim zdaniem, najsmutniejszym zjawiskiem, które przybyło do nas wraz z craftowym trendem z zachodu jest tzw. deska piw, zwana też zestawem degustacyjnym. Ta przykra choroba craftu przyszła do nas z zachodu i podobnie jak w czasach historycznych inne plagi i zarazy, ta również zaczyna roznosić się po coraz większej liczbie multitapów i pubów z piwem rzemieślniczym w Polsce.

Doskonale rozumiem upodobanie lokali i gości do takich zestawów. Próbki mają pomóc zaspokoić nienasyconą chęć spróbowania wszystkich możliwych piw. To zadanie przy rosnącej w zawrotnym tempie liczbie browarów i ponad 1500 premierach w zeszłym roku proste nie jest. Jeśli by doliczyć do tego piwa z importu daje nam to tysiące pozycji do spróbowania, co (chociażby ze względu na pojemność pęcherza) nie jest możliwe do wykonania.

9873764516_4834f75f7a_h
fot. Michael Coghlan

Dla piwowarów i właścicieli lokali irytujące napełnianie miniaturowych szkiełek „niepełną” wersją ich piw jest rekompensowane przez zyski jakie próbki generują. Jeśli więc obie strony wydają się być szczęśliwe, to dlaczego denerwuje ten wzajemnie korzystny układ?

Zestawy degustacyjne zapewniają próbującym niepełny obraz spożywanego trunku. Ze względu na miniaturową wielkość szkła, nie ma możliwości by ukazać walory piwa takiej jak piana, nasycenie, czy jego rozwój w czasie i uwalnianie smaków i aromatów. Charakter piwa rozwija się z czasem – dopiero ogrzane do odpowiedniej temperatury ujawniaja nam swoje kolejne oblicza, zachęcając do dalszej degustacji. Próbki po prostu nie są w stanie ukazać prawdziwej i pełnej natury piwa i kastrują te doznania zamykając całość spotkania w 100 czy 150 mi.

Małe, często niechlujne i nieopisane tace z próbkami zachęcają do picia z „nosem w szklance”, wymuszając niejako koncentrację na szklaneczkach wypełnionych po brzegi kontrastowymi i często bardzo sprzecznymi aromatami i smakami. Przy piciu próbek trudno także prowadzić jakąkolwiek rozmowę. Nie wspominając już o tym, że taka kakofonia doznań nie pomaga zapamiętać szczegółów i często po zakończeniu takiego setu nie jesteśmy w stanie powiedzieć jak nazywało się piwo, które nam smakowało i czy rzeczywiście było ono dobre.

Naczynia w których dostajemy zestawy degustacyjne często nie przypominają w niczym szkła stworzonego z myślą o degustacji. Są to zwykle najprostsze i najtańsze szklanki, które udało się znaleźć w rozmiarze takim by na desce nie wyglądał śmiesznie i zazwyczaj poza wspomnianą wielkością, mają one jeszcze 3 podstawowe wady:

  • zbyt grube szkło, które szybko oddaje swoją temperaturę zawartości i ogrzewa piwo oraz nie pozwala na odpowiednią ocenę jego koloru i klarowności
  • źle zaprojektowany kształt czaszy powodujący ucieczkę aromatów ze szklanki
  • źle zaprojektowaną krawędź (zbyt szeroką lub zbyt wąską) ograniczającą komfort picia oraz doznania aromatyczno smakowe przy każdym łyku.

Będąc tak nastawionymi na nowości, nic nie jest w stanie powstrzymać nas przed masowym piciem próbek w celu zaspokojenia naszego strachu przed tym że coś nas ominie. W stanach ukuli nawet na to swoją nazwę FOMO ( ang. Fear of missing out). A warto przecież pamiętać, że wcale nie musimy być na wszystkich premierach oraz nie każde piwo musi zostać przez nas ocenione na portalu społecznościowym.

Z niecierpliwością czekam więc, aż pierwsze browary lub lokale odłożą na bok małe piwne potworki i zrezygnują z desek piw. Takie rzeczy już się dzieją m.in. w Stanach i mam nadzieje, że jaki inne craftowe trendy, dotrą też do nas. To mogło by ocalić nas przed degustacyjnym zatraceniem i przywrócić piękno jakie niesie doświadczenie wspólnego wyjścia na piwo, z rozmowami o wszystkim, byle nie o zawartości szklanek. 

Ja już dawno odłożyłem na półkę moją maniakalną potrzebę spróbowania wszystkiego co nowe i czuję się z tym świetnie! Zachęcam więc Was do tego samego – spróbujcie świadomie cieszyć się z każdego piwa, które wybierzecie, doświadczając go w pełni (w pojemności conajmniej 0,3 l), bez obawy o to, że nie dostaniecie nowego badge’a na Untappd :) A ja w tym roku dalej planuję pracować nad tym, by być lepszym piwoszem i kompanem do piwnych podbojów. A jak wiadomo ilość rzadko przekłada się na jakość.

Do zobaczenia przy barze! :)