Przewiń do treści
Twitter Facebook Instagram Wstecz Szukaj
Przewiń do treści

Piwne legendy #2 – Imperium Prunum

Piwne legendy #2 – Imperium Prunum
Piwne legendy #2 – Imperium Prunum

„Mamy wielką przyjemność zaprosić Was na premierę naszego nowego, wyjątkowego piwa – Imperium Prunum, czyli imperialnego porteru bałtyckiego z suską sechlońską! Premiera odbędzie się w Dzień Porteru Bałtyckiego, przybywajcie!” – taki komunikat przeczytali fani browaru Kormoran w 2016 roku. Mało kto spodziewał się wtedy, że nowe piwo Kormorana, przez kolejne cztery lata dostarczy cały wachlarz emocji – od zachwytu i dumy, po złość i rozczarowanie.

Imperium Prunum - butelka lakowana

W połowie stycznia fanom polskiego kraftu objawił się jeden z najlepszych polskich porterów, który współtworzył hajp na piwne sztosy. Zaplanowana na 16 stycznia premiera ściągnęła do warszawskiego JabeerWocky prawdziwe tłumy. Nie od początku było to jednak oczywiste, bowiem na kilka godzin przed godziną zero, współzałożyciel Browaru Kormoran – Paweł Błażewicz, miał powody do nerwów. 

W piątek, w przeddzień premiery, ja i Maciek (Mielęcki – piwowar, przyp. aut.) rzucaliśmy monetą, kto jedzie do Warszawy, aby zetrzeć się z ludźmi. Wypadło na mnie. Pamiętam, że premiera była o 19:00, a o 18:00 było jeszcze pusto. Razem z Docentem (Michał Maranda – bloger/vloger piwny, popularyzator kraftu; przyp. aut.) zabijaliśmy czas grając w coś a mój strach narastał. Telefon wibrował od esemesów Maćka, który co chwilę pytał ‚jak idzie’? Chwilę przed 19:00, tłum przed multitapem był już taki, że nie chciano nas wpuścić! Przepuszczono nas dopiero, gdy powiedziałem, że beze mnie tej beczki nie podepniemy

 – tak premierę pierwszej, historycznej warki Imperium Prunum wspomina Paweł. Czytajac etykietę piwa, wiemy, że nie było się o co martwić. Imperialny Porter Bałtycki, leżakowany w beczce, z dodatkiem rzadkiej odmiany śliwek – to pewny przepis na sukces. Ale w 2016 roku, rynek piw premium nie był tak rozwinięty, jak dzisiaj.

Rodzi się sztos

Do 2016 roku Kormoran bardziej był kojarzony z piwami regionalnymi, wśród których dominowały lagery oraz piwa smakowe. Sam browar został otwarty w latach 90. i od samego początku jego filozofią była produkcja piwa będącego złotym środkiem pomiędzy przemysłowymi wypustami koncernów, a jakością piw restauracyjnych. Udało się. Rynek chłonął kolejne piwa z Olsztyna, po które wracali ciekawi nowinek miłośnicy piw regionalnych. Można się zżymać, bo jednak wciąż mówimy o lagerach czy piwach smakowych, ale przed piwną rewolucją, takie piwa jak Świeże czy Śliwka w piwie, były uważane za lepszą alternatywę dla piw koncernowych.

Imperium Prunum - etykiety

Duży wpływ na takie postrzeganie miała ich regionalność. Browar od zawsze podkreślał swoje przywiązanie do regionu, używając podczas produkcji składników oraz receptur tradycyjnych. 

To co nas najbardziej cieszy, to moment, w którym piwo możemy połączyć z produktem, ale też ideą, która stanowi przejaw naszej polskiej lub lokalnej kultury kulinarnej

 – stwierdza Paweł, a omawiane Imperium Prunum świetnie się w tę opowieść wpisuje.

Mając już na swoim koncie uznanego Portera Warmińskiego (dwa medale na EBS, znak „Jakość Tradycja”), Kormoran postanowił zrealizować całkiem nowy projekt, z rozmachem dotąd w kracie niespotykanym. Kierunek wyszedł ze wspomnianej miłości do produktów regionalnych. Jak wspomina Paweł: 

Pewnego dnia przed Bożym Narodzeniem nasz piwowar Maciek był z Żoną na targu. Celem wyprawy były zakupy na świąteczny stół: grzyby, ryby, mak, ale też suszone owoce na kompot. Wówczas, Maciek, który miał już gdzieś w tyle głowy kolejne piwo, doznał olśnienia. Główną rolę w suszu gra przecież wędzona śliwka, słodka i dymna – pomyślał. To jest właśnie to, czego potrzebuje Porter Bałtycki! Mieliśmy więc szkielet – Porter Bałtycki z wędzoną śliwką.

Stąd blisko już do poszukiwanej regionalnej cząsteczki, która miała współtworzyć piwo. Po próbnych warkach, w których panowie testowali też śliwkę z Szydłowa, wybór padł na małopolską suskę z Sechny, którą do dzisiaj dostarcza browarowi zaprzyjaźniony góral – Czesław Zelek.

Rodzi się hajp

Tłumy, które pojawiły się w ostatniej chwili na premierze Imperium Prunum, świetnie symbolizują opóźnioną rewolucję w piwach „z górnej półki”. Takiego sztosa mogła przecież już parę lat wcześniej uwarzyć czołówka ówczesnej kraftowej sceny. Sukces Samca Alfa Artezana czy Buby Extreme browaru Szałpiw udowodniły, że zapotrzebowanie na piwa premium jest. A jednak to właśnie mało kojarzony z kraftem Browar Kormoran miał w jakimś stopniu zrewolucjonizować rynek piw rzemieślniczych. Jak?

Piwo nalewane do szklanki

Hajp jaki pojawił się po premierze Imerum Prunum na to piwo rozrósł się do rozmiarów przekraczających wyobrażenie. Beer geecy oszaleli, każdy chciał dołączyć elegancką butelkę do swojej kolekcji. Pojawiające się recenzje piwa tylko te apetyty podsycały, Imperium Prunum zdobyło należne uznanie, wynikające z ogromu pracy włożonej w jego uwarzenie. W tym czasie fani porterów podzielili się na tych co już IP spróbowali oraz tych, co chcieliby go spróbować. W późniejszych latach doszła jeszcze trzecia grupa, której owe szaleństwo nie porwało. Z przekory. Ale w roku premiery i rok po premierze, wypust Kormorana budził najwyższe uznanie.

Nad piwem unosił się aromat prestiżu. Wynikało to z kilku rzeczy. Po pierwsze – Porter Bałtycki jest w Polsce traktowany z namaszczeniem. Po drugie – rzadkie regionalne produkty coraz częściej zaliczane są do produktów premium. Po trzecie – cena. Zwykło się mówić, że im droższe, tym lepsze, w przypadku Imperium Prunumstwierdzenie to miało potwierdzenie w rzeczywistości (w 2016 roku, porter Kormorana był jednym z nielicznych piw, za które beer geecy skłonni byli zapłacić większe pieniądze). Po czwarte – dostępność. Towar mało dostępny, poszukiwany, na wartości tylko zyskuje, podnosząc swoją elitarność. Wreszcie – the last but not least – opakowanie. Coś, czego do tej pory, w takiej formie jeszcze nie otrzymaliśmy – piękny kartonik i elegancka, lakowana butelka, po której na pierwszy rzut oka było widać, że mamy do czynienia z piwem szczególnym.

Rodzi się gniew

Po świetnym przyjęciu w 2016 roku, kolejne lata nie były już dla Imperium Prunum tak łaskawe. Popularność rosła, legenda także, ale pojawiły się też pierwsze pretensje. Browarowi zaczęto zarzucać kiepską dystrybucję. Aby kupić butelkę Imperium Prunum trzeba było mieć sporo szczęścia. Jeśli już do sklepu specjalistycznego trafiło kilka sztuk, to trzeba było o nie powalczyć, wpisując się zawczasu na listę, biorąc udział w loterii czy przybywając do punktu sprzedaży w kilka minut po ogłoszeniu. Ale nawet uważne śledzenie dostaw i pełna gotowość do wyjścia z domu nie gwarantowały zakupu. Nerwową atmosferę podsycali też spekulanci, którzy korzystając z dużego zainteresowania i stosunkowo niewielkiej ilości piwa na rynku, wykupywali zapasy i sprzedawali je w cenie kilkukrotnie wyższej. Jak wspomina Paweł: 

Po pierwszym sukcesie i rosnącej sławie, padliśmy ofiarą spekulacji i dziwnych zagrywek w handlu, takich jak wiązanie naszego Portera ze sprzedażą innych piw, itp. To była cena za naszą szczerość, co do ilości uwarzonego piwa. Kiedy zareagowaliśmy i zaoferowaliśmy piwa więcej, spadła na nas lawina ataków od ludzi, którzy traktowali IP nie jako piwo, a obiekt handlu.

Ludzi mało obchodził fakt, że za dystrybucję odpowiadały finalnie hurtownie, a ograniczenia często narzucały same sklepy. Co ciekawe, pretensji do Browaru przybyło, kiedy Imperium Prunum trafiło do sieci sklepów wielkopowierzchniowych. W oczach wielu ówczesnych hejterów Browaru, ruch ten zabrał piwu prestiż oraz „kraftowy rodowód” i był posunięciem nie fair wobec tych, którzy z trudem IP kupili, godząc się na twarde zasady sprzedaży. Podobnie tamten czas wspomina Paweł: 

My szukaliśmy dotarcia do osób wykluczonych z obrotu piwami specjalnymi i to też nie wszystkim spodobało.

To była dobra lekcja dla Browaru, że mając nawet najlepszy produkt, nie da się wszystkim dogodzić.

Rodzi się legenda

Imperium Prunum - butelka

Obecnie, sytuacja wydaje się być stabilna. Piwo wciąż ma swoją grupę oddanych fanów, status legendy jest aktualny, wysokie oceny także, ale emocje chyba opadły. Czy coś zmieniło się w samym piwie? Paweł rozwiewa wątpliwości: 

Receptura pozostaje niezmienna. Imperium Prunum to klasyk, a tych się zmieniać się nie powinno, co oczywiście nie znaczy, że każda warka jest taka sama! Śliwki co roku są inne, inne są warunki pogodowe. Czesiek wędzi je osobiście i to też powoduje, że akcenty są inaczej rozłożone. Kierunek wiatru, intensywność dymu – to wszystko ma znaczenie!

Niezależnie od tego, czy na początku roku 2021 po piwo wciąż będzie ustawiać się kolejka zniecierpliwionych miłośników piwa, złoty medalista Rankingu RateBeer Best Award z 2016 roku jest już kratową legendą. Piwem wyjątkowym dla dużej części branży oraz samego browaru: 

Imperium Prunum to dla nas piwo szczególne. Od czterech lat dalej robimy swoje – palimy słód, a Czesiek zbiera i wędzi śliwki. Potem warzymy, fermentujemy, piwo leżakuje 18 miesięcy i na przełomie roku, na święto porteru bałtyckiego, oferujemy je osobom kochającym piwo.

Kolejna okazja do spotkania z legendą już za pół roku.

Chcecie więcej?

                          Juliusz Gajewski
Autorem tego wpisu jest: Juliusz Gajewski
Pasjonat kraftowego piwa, muzyki i dobrego jedzenia. Zawodowo związany z branżą social media oraz marketingiem. Piwną pasję realizuje pisząc artykuły oraz 'morskie opowieści' i prowadząc piwny profil na Instagramie. Muzycznie spełnia się tworząc autorski projekt oraz grając w zespole na instrumentach klawiszowych.

Komentarze